Luty-Kwiecień
Po powrocie do domu wiedziałam, że stan mojego zdrowia poprawił się, jednak z tyłu głowy chodziła mi ciągle jedna myśl: "A co jeśli to zacznie się od nowa, gdy zacznę trenować?". Postanowiłam,dać sobie trochę czasu, żeby organizm mógł się zregenerować po wyjeździe na narty... Miesiąc się skończył, a ja za namową paru osób dołączyłam do zespołu kolarsko-biegowego. Zaczęłam uczęszczać na treningi odbywające się na siłowni i hali. Rower nadal stał nieruszany jednak robiło się cieplej, a ja częściej zerkałam w jego stronę. W końcu nadszedł dzień, kiedy pojechałam do lasu potrenować. Po półtorej godziny wyjechałam z niego zmęczona jak nigdy. Mimo wszelkich starań moja forma bardzo spadła w zimę. Nie miałam jednak czasu się użalać nad sobą, tylko brać się do roboty, bo dwa tygodnie później planowałam swój pierwszy start. Codziennie wychodziłam na trening do lasu, a w weekend pojechałam zapoznać się z trasą zawodów. W czasie przejazdu, który zajął mi 1 godz 20 min (źle, bardzo źle...) zgubiłam się dwukrotnie. Ten trening dał mi wiele do myślenia i wyszłam z założenia, że: "To będzie mój pierwszy start w życiu. Ważne, żebym przejechała tą trasę cała, bez bliskiego spotkania z podłożem. Na jakiekolwiek miejsce medalowe nie licz." Wróciłam do domu trochę przybita i bardzo zmęczona, jednak się nie poddałam. Ostatni tydzień był również intensywny i wymagający. W czwartek odebrałam rower, na którym miałam wystartować w zawodach, (Czarna Strzała nie nadawała się do tego) i poprosiłam wuefistę o kilka rad. W odpowiedzi usłyszałam: " Dobrze się ubrać, mieć bidon z piciem i drzeć do przodu". Niestety te wskazówki zbyt wiele mi nie dały, więc postanowiłam szukałam dalej. Od Pumby usłyszałam bardziej coś na kształt mowy motywacyjnej. Na szczęście w dzień zawodów trafiłam na Pana A., który powiedział mi chyba wszystko co powinnam wiedzieć (gdzie bardziej uważać, na których odcinkach dać po pedałach, miejsca gdzie warto jechać miękkim przełożeniu), jednak na samym początku wywołał u mnie trochę obaw mówiąc:"Twoje pierwsze zawody? To sobie dziewczyno najtrudniejszą trasę wybrałaś". Z perspektywą czasu mogę śmiało stwierdzić, że "Czym trudniejsza droga, tym słodsze zwycięstwo." Podczas zawodów wspierała mnie moja najlepsza przyjaciółka, która przed startem wpakowała we mnie pół tabliczki wielkiej czekolady. Po porządnej rozgrzewce zajęłam miejsce startowe. Miałam nadzieje, że nie spotkam dużej ilości osób z mojej szkoły, było jednak wręcz przeciwnie. Na stracie razem ze mną stawili się: Pan A, Timon, Pan Dyrektor, dwie moje rówieśniczki, a rozdawaniem medali pamiątkowych zajęło się pięć dziewczyn z mojej szkoły.
Zaczęło się wielkie odliczanie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz