Październik - Luty
Czy chciałaś kiedyś rzucić wszystko, położyć się mając wszystko w poważaniu, lecz nawet leżenie nie przynosiło ulgi? Ponad cztery miesiące cierpiałam na bóle kolan, które nie pozwalały mi normalnie funkcjonować. Siedzenie, stanie, leżenie, długie chodzenie czy bieganie, o jeździe nie wspominając było dla mnie masakrą. W jednej pozycji wytrzymywałam nie dłużej niż 5 minut. Najgorsze było siedzenie na lekcji, kiedy nie można wstać, a czas dłuży się niemiłosiernie i spanie, o ile można tak nazwać kręcenie się z boku na bok przez całą noc. Lekarze wysłali mnie na różne badania, które nic nie wykazały. Początkowo ignorowałam dolegliwości i dawałam z siebie jak najwięcej w szkole i na treningach. Jednak z czasem było coraz gorzej, nie wyrabiałam się ze wszystkim.... wolontariaty, szkoła, treningi, konkursy, zawody, prace dodatkowe. Musiałam w końcu odpuścić, bo czułam, że długo, już tak nie dam rady. Zrezygnowałam z treningów i prac dodatkowych, ograniczyłam wolontariat oraz mniej aktywnie udzielałam się w szkole. Intensywne ćwiczenia na w-f'ie dawały mi w kość.Od lekarza zamiast zwolnienia z zajęć na jakiś czas usłyszałam "oszczędzaj się". Najwidoczniej do Polskiej Służby Zdrowia nie dotarła informacja, że w szkole zwolnienia z wychowania fizycznego można mieć wyłącznie od lekarza. Siedząc czasami wieczorem myślałam: "Jak mam się oszczędzać, skoro nie mam zwolnienia, a moja klasa jest jedną z lepszych ..." Mam to szczęście, że mój wuefista to "Ludzki Pan" i odpuszczał mi widząc, że nie wyrabiam. Często od znajomych dostawałam wiadomości typu: "muszę kończyć, bo zaraz mam trening", "byłam dzisiaj w stajni na jeździe" albo "w niedziele są zawody mtb, bierzesz udział?". Te rozmowy przybijały mnie jeszcze bardziej. Wiele razy patrzyłam na rower z myślą: "walić to wszystko, idę pojeździć", niestety wiedziałam, że ceną treningu będzie późniejszy kilkugodzinny ból. Moja apteczka była wypchana opaskami, bandażami, żelami chłodzącymi i rozgrzewającymi, tabletkami... jednak nic nie pomagało. Na początku stycznia musiałam podać swój wzrost, aby dopasować ramę i strój. Zmierzyłam się raz, drugi, trzeci, nie mogąc uwierzyć w to co widzę, poprosiłam o pomoc mamę. Wynik ciągle był ten sam. Przez pół roku urosłam AŻ cztery centymetry. Jeden pomiar wskazał przyczynę moich problemów, którymi okazały się bóle wzrostowe. W mojej rodzinie to dość częste zjawisko. Ciocia cierpiała na nie przez trzy lata, kilkukrotnie trafiając nawet do szpitala. Zaczęłam odpowiednią kuracje, której efekty były widoczne już po dwóch tygodniach. Postanowiłam wrócić do treningów. Na początku zmierzyłam się z rowerem stacjonarnym z małym obciążeniem. Stopniowo zwiększałam intensywność treningów. Miesiąc później nie czułam już bólu i zdecydowałam sprawdzić swoją sprawność i to dość solidnie. Tydzień w górach i codzienna jazda na nartach. Minimum sześć godzin na stoku, wciąż z żelem rozgrzewającym i witaminą D, ale BEZ BÓLU. Byłam z siebie dumna. Niestety problemy z kolanami uniemożliwiły mi wystartowanie w zawodach w mojej rodzinnej okolicy. Ten bolesny okres nauczył mnie kilku rzeczy.
Po pierwsze poczułam jak łatwo się spada, a jak trudno podnosi po upadku. Po drugie nauczyłam się, że czasem warto odpuścić. Po trzecie zrozumiałam, że można odsunąć się od wszystkich i próbować radzić sobie samemu z problemami, ale dużo lepiej jest mieć wsparcie w przyjaciołach i rodzinie.
Ten czas dał mi wiele do myślenia. Za namową Pumbya zdecydowałam się na dołączenie do klubu kolarskiego. Poznałam samą siebie i mimo, że moja forma bardzo spadła, udało mi się podnieść, założyć kask i pojechać dalej.
Do napisania :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz